poniedziałek, 1 marca 2021

Temat na marzec 2021

 

Uświęcanie się we Wspólnocie, kiedy krwawią żywe rany bolesnych zranień.

Rozpoczynając omówienie powyższego tematu chciałbym zacząć

od zaproszenia do modlitwy, wołania o potrzebne dary Ducha Świętego,

bez których trudno jest mówić o świętości, wspólnocie i ranach:

„Duchu Święty, Ty nas uświęcasz, wspomagając w pracy nad sobą, Ty nas pocieszasz, wspierając, gdy jesteśmy słabi i bezradni. Prosimy Cię o Twoje dary.

Prosimy Cię o dar mądrości, abyśmy poznali i umiłowali Prawdę wiekuistą, którą jesteś Ty, Boże nasz.

Amen

 

Zagadnieniem nad którym chcemy się pochylić, który rozważamy jest niełatwy, wręcz trudny i kryje w sobie ogromne bogactwo treści.

Wspólnota, świętość, cierpienie, to składniki tworzące pewien zarys w których będziemy się poruszać.

Wspólnota- słowo dobrze znane, często wypowiadanie i bardzo ważne dla wielu ludzi. Czym jest? Wiele jest definicji, niosących odpowiedź na to pytanie. Dla nas, ludzi zgromadzonych wokół duchowości Krwi Chrystusa jest to gromadzenie się wokół Tajemnicy Paschalnej Jezusa Chrystusa, czyli Jego męki, śmierci i chwalebnego zmartwychwstania.

Krew Chrystusa stanowi fundament w którym odkrywamy nieskończoną

Miłość Boga do człowieka. Żyjąc duchowością we Wspólnocie Krwi Chrystusa uczymy cię dostrzegać krzyk, lub wołanie Krwi Chrystusa w miejscach gdzie cierpi człowiek w sposób duchowy lub fizyczny przez grzech i zranienia.

Tym co pozwala odkrywać piękno Wspólnoty jest Słowo Boże, które słuchamy, rozważamy i nim się dzielimy. Wiele wspólnot koncentruje się na pobożności, różnych modlitwach, nabożeństwach, tym co charakteryzuje Wspólnotę krwi Chrystusa to duchowość Krwi Chrystusa, czyli coś głębszego, większego niż sama tylko pobożność. Duchowość prowadzi do spotkania z osobą, Bogiem pełnym miłosierdzia, który okazuje miłość każdemu człowiekowi, szczególnie dotkniętemu cierpieniem. Przelewając własną krew, zaprasza nas do bycia otwartym by w pierwszej kolejności przyjąć dar Bożej miłości a później nim żyć tzn. dzielić się z innymi. Chiara Lubich założycielka ruchu „Dzieło Maryi” pisze w książce pt. „Tylko jedno”: „Dzieci Boga to dzieci miłości… Jedynie miłość w duszy, jedynie Bóg w duszy może rozwinąć jej piękno…. Dusza która kocha jest w świecie małym słońcem promieniującym Bogiem”.

Świętość- kolejne zagadnienie wynikające z poruszanego tematu. Czym jest, czy jest możliwa dla współczesnego człowieka, jak zostać świętym?

Te i wiele innych pytań rodzi się gdy zaczniemy rozważać tematykę świętości. Święty to znaczy oddzielony od profanum, od powszedniego świata. Rozumiana jest również jako czystość, nieskazitelność. Dla wielu wiąże się z przyjęciem i wypełnianiem pewnych zasad wynikających np. z Dekalogu. Najczęściej mówiąc o świętości myślimy o Panu Bogu i bardzo dobrze, bo Bóg jest źródłem świętości. Każdy z nas w chwili chrztu świętego został poświęcony Bogu, przez co jest powołany do życia w świętości. Osiągnięcie świętości dla wielu z nas graniczy z cudem. Zarezerwowana jest dla mnichów i zakonnic. Tymczasem Kościół wynosząc do chwały ołtarzy zwykłych świeckich pokazuje że bycie świętym jest możliwe w każdym stanie. Fundamentem świętości jest życie w Bogu. To oznacza życie w miłości. Uczymy się całe życie przyjmowania miłości Boga która prowadzi do przemiany, nawrócenia, zmiany serca. Trzeba pamiętać w dążeniu do świętości, że Chrystus przyszedł do grzeszników, słabych, tych którzy się źle mają, a nie do zdrowych silnych i dobrze się mających, polegających tylko i wyłącznie na własnych siłach.

Cierpienie – to słowo wywołuje wiele emocji. Nikt z nas nie otwiera się na to doświadczenie w sposób radosny, oczekiwany, chciany. Najczęściej

doświadczenie to przychodzi nieoczekiwanie, niezapowiedzianie i niechcianie. Cierpienie może dotykać ciała i ducha. W wielu hospicjach, domach pomocy, szpitalach, domach można spotkać ludzi dotkniętych cierpieniem, przykutych do łóżka czy inwalidzkiego wózka. Oprócz niemocy fizycznej osoby te doświadczają również niejednokrotnie cierpienia duszy. Najczęstszym źródłem takiego cierpienia jest samotność, świadomość że jest się zupełnie niepotrzebnym, zbędnym balastem. Chrześcijańskie rozumienie cierpienia nie zatrzymuje się tylko na powierzchownym znaczeniu tego doświadczenia, przez cierpienie samego Boga dostrzega w nim sens i ogromną wartość. W Piśmie Świętym możemy odnaleźć wiele fragmentów mówiących o różnym rodzaju cierpienia: poczucie niebezpieczeństwa śmierci, doświadczenie śmierci kogoś bliskiego, bezdzietność, tęsknota za własną ojczyzną, wyszydzenie, odrzucenie, pozbawienie praw itp. Święty Jan Paweł II w liście apostolskim Salvifici Doloris o chrześcijańskim sensie ludzkiego cierpienia naucza, że cierpienie jest wpisane w tajemnicę jaką jest człowiek. Tę tajemnicę człowieka możemy zrozumieć, jak naucza Sobór Watykański II, tylko w Chrystusie.

Podsumowując: my jako Wspólnota Krwi Chrystusa jesteśmy powołani, by w swoim człowieczeństwie naznaczonym różnorodnym doświadczeniem cierpienia, adorować Misterium Paschalne tzn. mękę, śmierć i zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa, by odnaleźć tam samych siebie i dążyć do świętości. Bóg daje nam piękne narzędzie w postaci duchowości Krwi Chrystusa, która uwrażliwia na drugiego człowieka, pozwalając w nim dostrzec brata i siostrę, za których Chrystus również przelał własną Krew.

Często naprawdę nie trzeba robić rzeczy wielkich, wystarczy, uśmiech, potrzymanie za rękę, wspólna modlitwa, obecność. Podarowanie poczucia miłości, akceptacji, sensu.

Świadectwo

Pięknym doświadczeniem wspólnoty było spotkanie z rodziną niedawno zmarłego naszego brata Arka. Jego śmierć stała się powodem bólu Jego rodziców, rodzeństwa. Odszedł zbyt wcześnie, nie w porę. Dwadzieścia parę lat życia, które dał mu Pan, a szczególnie ostatnie lata były wielkim świadectwem życia Ewangelią. W swojej cichości, prostocie, subtelnym uśmiechu, mężnym znoszeniu choroby nowotworowej pokazywał co znaczy wierzyć Opatrzności Bożej. Jako Wspólnota Krwi Chrystusa towarzyszyliśmy Arkowi naszą modlitwą, dobrym słowem, pomocną dłonią, po śmierci postanowiliśmy dalej otaczać modlitwą Arka ale również towarzyszyć jako bracia i siostry całej jego rodzinie, szczególnie rodzicom w przeżywaniu żałoby. Niestety nie mogłem być na pogrzebie Arka, bardzo chciałem przytulić jego rodziców i zapewnić o modlitwie.

Postanowiliśmy Wspólnotowo zorganizować spotkanie. Rodzice bardzo to przeżywali, przygotowali się jak na przyjazd kogoś bardzo ważnego, widać, że było to dla nich bardzo ważne. Na długo pozostaną mi w sercu słowa mamy Arka:  

" straciłam syna ale jako wspólnota daliście mi i ciągle dajecie poczucie, że nie jestem sama".

Cierpienia nie da się usunąć z otaczającego nas świata, ale można sprawić

że stanie się ono narzędziem jego uświęcenia.

Nikt z nas nie jest zbyt stary, chory, zapracowany by kochać.

Ks. Krzysztof Surowaniec CPPS

poniedziałek, 22 lutego 2021

Terminy skupień w Podregionie Swarzewskim

 

SKUPIENIA  ANIMATORÓW WKC W SWARZEWIE
 
12–14. 03. 2021 – Skupienie Animatorów WKC – Swarzewo
28–30. 05. 2021 – Skupienie Animatorów WKC – Swarzewo
24–26. 09. 2021 – Skupienie Animatorów WKC – Swarzewo
26–28. 11. 2021 – Skupienie Animatorów WKC – Swarzewo
 
ODPUSTY WKC
 
20. 03. 2021 – Odpust św. Józefa – Swarzewo
23. 05. 2021 – Odpust Matki i Królowej Przenajdroższej Krwi – Częstochowa
01. 07. 2021 – Odpust Krwi Chrystusa – Poznań
04. 07. 2021 – Odpust Krwi Chrystusa – Bisztynek

poniedziałek, 1 lutego 2021

Temat formacyjny na luty 2021 r.

Krew Chrystusa najlepszym lekarstwem leczącym relacje we wspólnocie

 Na początku naszego rozważania trzeba sobie uświadomić to, że człowiek jest istotą żyjącą w różnych i nieustannych relacjach: w relacji do samego siebie, w tej najważniejszej (z punktu widzenia chrześcijańskiego) relacji do Boga, do drugiego człowieka, do spraw duchowych, w końcu do świata rzeczy i spraw materialnych, nieożywionych. Jednakże w niniejszym temacie chcemy się skupić na relacjach z drugim człowiekiem i jeszcze zawęzić to do relacji w naszej Wspólnocie Krwi Chrystusa.

Drugą ważną rzeczą, którą należy wziąć pod uwagę, jest to, że każdy z nas jest „inny”, ma inną osobowość, inny charakter, inną historię swojego życia, inne doświadczenia duchowe, inne myślenie, inne poglądy, inną rzeczywistość, w której aktualnie żyje… Można by jeszcze tak długo wymieniać…(Oczywiście trzeba przy tym pamiętać, że jest wiele istotnych spraw, które nas łączą – choćby wspólna duchowość, ale teraz chciałbym zwrócić uwagę na coś innego.) A więc wystarczy uświadomić sobie właśnie to, co powyżej, aby zrozumieć, że:

- Po pierwsze: musimy świadomie i z wewnętrznym przekonaniem zaakceptować tę „inność” w każdym człowieku, w każdym naszym bracie i siostrze ze wspólnoty.

- Po drugie: w żadnym wypadku nie powinniśmy w imię tej „inności” oceniać, kategoryzować, porównywać, czy (w szczególności) deprecjonować drugiego człowieka.

- Po trzecie: owa „inność” mojego brata i siostry może być dla mnie okazją do pewnego ubogacania samego siebie, mogę a nawet powinienem, traktować ten fakt jako pewne zaproszenie do tego, aby przyjmować i doceniać tę „inność” drugiego, a co za tym idzie jego różne charyzmaty, talenty, natomiast to, co stanowi jego wady i słabości, wpisać z góry w tę „inność” i nie irytować się niepotrzebnie z tego powodu…

Możemy teraz przejść do wymienienia kilku przykładowych, standardowych problemów w relacjach pomiędzy członkami WKC, które mogą wpływać negatywnie na nasze relacje:

- Zazdroszczę, że ktoś jest animatorem, a ja nie, albo, że ktoś potrafi coś lepiej zrobić ode mnie…;

- Jako ustępujący/były animator (diecezjalny, parafialny, grupy) daję odczuć lub nawet przyganiam nowym animatorom, że za mojej kadencji było inaczej, że ja robiłem wszystko lepiej, że „powinno być tak i tak”…;

- Irytuję się, że brat lub siostra ze wspólnoty nie pochwalił mnie za coś, nie docenił, nawet nie zauważył, że zrobiłem coś dobrego, godnego pochwały…;

- Denerwuję się na animatora (diecezjalnego, parafialnego, grupy), że coś ode mnie wymaga, że mnie napomina, co do tego, jak powinno wyglądać spotkanie diecezjalne/parafialne, jak mam robić rozważanie, wymianę doświadczeń, itp. (tu kłania się zeszłoroczny temat o pokorze)…;

- Obgaduję i plotkuję o bracie/siostrze z mojej grupy wewnątrz grupy lub, co gorsze, na zewnątrz…;

- Zdarza mi się czasami mówić: „A dlaczego ja mam to robić? Niech to zrobi on/ona”.

To wszystko wymienione powyżej i inne (nie wymienione tutaj) nasze negatywne postawy i przywary burzą nasze relacje we wspólnocie. Ponadto tym powyższym naszym, często ludzkim, pretensjom, czy przywarom, towarzyszy nierzadko pewna niewłaściwa „duchowa” motywacja: np. przesadna gorliwość, „święty gniew”, fałszywa pokora, pozorne pragnienie dobra drugiego, faryzejskie pouczanie, itp.

Teraz chciałbym przejść do tego, jak możemy i powinniśmy zapobiegać takim niewłaściwym postawom, które rodzą się w nas, jak powinniśmy reagować, leczyć nasze chore ambicje, egocentryczną postawę, niewłaściwe relacje, negatywne podejście do brata i siostry.

Chciałbym w tym oprzeć się na pewnej tradycji naszej duchowości, mówiącej o trzech wymiarach miłości Chrystusa przelewającego za nas swoją Krew: 1. Jezus ukochał nas jako pierwszy; 2. Ukochał wszystkich; 3. Ukochał nas aż do Krwi. Myślę, że na kanwie tych wymiarów miłości Chrystusa do nas, możemy próbować uzdrawiać nasze relacje we wspólnotach i grupach, do których należymy. Wydaje mi się, że może to nam dać pewną odpowiedź i stanowić niejako trzon niniejszego tematu, że „Krew Chrystusa jest najlepszym lekarstwem leczącym relacje we wspólnocie”.

 1.      Jezus ukochał nas jako pierwszy – „Kochać jako pierwszy”

Rozważając ten pierwszy wymiar miłości Chrystusowej, warto sobie najpierw uświadomić, iż często jest tak, że jeżeli są problemy w relacji z drugim człowiekiem, to zazwyczaj problem leży po mojej stronie, a nie u drugiego, choć niestety najczęściej przypisujemy winę drugiej osobie. Aby odbudować relacje, trzeba zaczynać od siebie. Trzeba przyglądnąć się sobie, trzeba najpierw sobie samemu postawić pytanie: A może wina leży po mojej stronie? A może to moje słowa, postawa, czyny przyczyniły się do pogorszenia relacji we wspólnocie? A my często od razu obarczamy winą drugiego człowieka i jest to zazwyczaj odruchowe, może nawet nieuświadomione przez nas. Dlatego warto badać siebie samego, warto dostrzegać swoje błędy, wady, warto znać swoje słabe strony… i pracować nad tym wszystkim.

W większym zrozumieniu naszych wzajemnych relacji może też pomóc pewne „odkrycie”, którego ongiś dokonałem: otóż kiedyś uświadomiłem sobie to, że jeżeli irytuje mnie czyjaś postawa, zachowanie lub słowa, to przecież działa to również w drugą stronę: może i moje zachowanie, moja postawa, moje gesty, słowa… mogą być przyczyną irytacji dla drugiego: mojego współbrata, współ siostry. Odkrywając to, nabyłem więcej dystansu, cierpliwości i zrozumienia dla różnych słabości moich braci i sióstr, a z drugiej strony zacząłem zwracać większą uwagę na moje słowa, czyny, gesty, aby nie stały się przyczyną nieporozumień i nie powodowały innym przykrości…

Zauważmy, że my sami nigdy nie widzimy swojej twarzy, aby ją zobaczyć, jak naprawdę wygląda, potrzebujemy lustra. Analogicznie można powiedzieć, że drugi człowiek jest dla nas takim „lustrem”, w którym możemy dostrzec swoje prawdziwe odbicie, swoje dobre, ale i złe strony. Szczególnie jest to aktualne podczas psychoterapii, gdzie terapeuta pełni m.in. rolę takiego „lustra”, ale możemy tę prawdę odnieść także do naszych relacji wspólnotowych i ogólnie międzyludzkich. Mając świadomość tego, warto przyglądać się sobie i swoim postawom, wykorzystać wzajemne relacje do tego, aby dostrzec to, co może na pierwszy rzut oka jest przede mną zakryte, jeżeli chodzi o moje wnętrze, o moje prawdziwe motywacje, itp. Warto docenić ten terapeutyczny, leczący aspekt uczestnictwa w danej wspólnocie, danej grupie, opierający się właśnie na wzajemnych relacjach i skorzystać niejako z tego, aby nieustannie poprawiać swoje błędne przyzwyczajenia, złe nawyki, niewłaściwe postawy i reakcje wobec drugiego… To wszystko może być również pewną odpowiedzią na to wezwanie Jezusa do nieustannego nawracania się (gr. metanoia– czyli: przemienianie swojego umysłu, zmiana swojego myślenia). Ale to wymaga od nas gotowości na to, dużo otwartości oraz wielkoduszności.

Jezus ukochał nas jako pierwszy i dał nam przykład tego, że my również mamy zaczynać